24-08-2009

Tydzień trwały poszukiwania mordercy 28-letniej modelki Jasmine Fiore, której zmasakrowane ciało znaleziono upchane w walizkę wyrzuconą na śmietnik. Ryan Jenkins, jej były mąż, popełnił samobójstwo.
Ciało 32-latka znaleziono w motelu w miejscowości Hope w kanadyjskiej Brytyjskiej Kolumbii. Według mediów Jenkins się powiesił, ale policja nie podała jeszcze szczegółów.

Ciało w walizce

Jenkinsa szukano od tygodnia - był jedynym podejrzanym w bulwersującej sprawie morderstwa Jasmine Fiore. Ciało modelki Playboya znaleziono w walizce w kontenerze na śmieci w Buena Park na przedmieściach Los Angeles.

Fiore była nie do rozpoznania - morderca odciął jej palce i wyrwał zęby, by utrudnić identyfikację. Lekarze sądowi ustalili ją jednak dzięki... numerom seryjnym implantów piersi.

W tym
Prezenter TV zlecał zabójstwa?
Według brazylijskiej policji, Wallace Souza - prezenter miejscowej... czytaj więcej »
czasie Jenkins uciekał przed wymiarem sprawiedliwości. Policja podejrzewa, że do Kanady uciekł motorówką z przygranicznego stanu Washington.

Milioner z telewizji

Związek Jenkins i Fiore był krótkotrwały. Pobrali się w marcu w Las Vegas, ale małżeństwo szybko zostało anulowane. 32-latkowi nie jest obcy showbiznes - jako milioner (jego majątek szacowany jest na 2,5 mlm dolarów) - wystąpił w telewizyjnym show "Megan Wants A Millionaire".

Po zabójstwie Fiore telewizja VH1 zawiesiła jednak emisję programu, w którym 17 bogatych mężczyzn walczyło o względy byłej playmate Megan Hauserman.

http://www.tvn24.pl/-1,1616104,0,1,morderca-modelki-playboya-nie-zyje,wiadomosc.html

09-07-2009

Smak ciała białej kobiety

Podczas pobytu w Paryżu 32-letni Issei Sagawa zabił holenderską studentkę Renée Hartevelt i zjadł spore fragmenty jej ciała. Po kilku dniach został złapany. Francuski lekarz orzekł, iż młodzieniec jest szalony i nie może zostać postawiony przed sądem. Zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym. Nie został tam długo. Jego ojciec, bogaty i wpływowy przemysłowiec, doprowadził do ekstradycji Sagawy do Japonii. Tam czekał na niego szpital psychiatryczny. Po 15 miesiącach Isseia Sagawę wypuszczono jednak na wolność. Tak w 1981 roku zaczęła się jego kariera kanibala celebryty.

Zbrodnia

Niewiele jest już zakazów, których przekroczenie budzi w nas trwogę. Kanibalizm pozostaje tabu. Issei Sagawa zawsze marzył o jedzeniu ludzkiego mięsa. Szybko sprecyzował swoje pragnienie. Smak ciała białej kobiety, oto czego chciał. Kobiety jak z płócien Renoira, o ciele, którego kolor przywodził mu na myśl lody truskawkowe.

Dla urodzonego przedwcześnie, słabowitego chłopca takie ciało, inne i piękne, symbolizowało urodę, zdrowie i siłę. Pierwszą jego poważną fascynacją była nauczycielka niemieckiego. Wysoka, postawna, o jasnej skórze i pełnych pośladkach. Sagawa, wówczas student, zakradł się nocą do okna jej tokijskiego apartamentu. Obserwował śpiącą kobietę i zastanawiał się, w jaki sposób ją zabić. Zabić, by zjeść. Nauczycielka obudziła się i spłoszyła Sagawę.

Druga okazja nadarzyła się dopiero w Paryżu. Zdolny Japończyk udał się tam na studia podyplomowe. Fascynowały go nie tylko europejskie kobiety, lecz również europejska literatura i poezja. Znalazł się w otoczeniu białych kobiet i z dala od trzymających go w ryzach zasad japońskiej kultury.

Rozpoczął studia na Sorbonie. Tam zobaczył kobietę swoich marzeń. 25-letnia Renée Hartevelt, Holenderka żydowskiego pochodzenia, znała trzy języki, była inteligentna, niezależna i piękna. Zamierzała zrobić doktorat z literatury francuskiej. Skłócona z rodziną, która nie aprobowała jej arabskiego narzeczonego, prowadziła życie ubogiej studentki.

Sagawa na wykładach nie mógł oderwać wzroku od jej białych ramion. Wodził wzrokiem za jej wypukłymi pośladkami, swoim największym fetyszem. Marzył o ostatecznym akcie uwielbienia i posiadania jej na zawsze - coraz namiętniej pragnął Renée zjeść.

Udało mu się zbliżyć do studentki. Zgodziła się uczyć go niemieckiego. Może pomogła wysokość honorarium, jaką Sagawa był w stanie zaoferować dzięki hojności ojca. Może po prostu była osobą przyjazną i otwartą, bo sama zaznała kiedyś wykluczenia. Inni studenci zapamiętali Sagawę jako smutnego, dziwacznego samotnika bez grona znajomych.

Między Isseiem Sagawą i piękną Renée Hartevelt nawiązała się przyjaźń. Sagawa, mężczyzna mierzący 150 cm, ważący 38 kg, kulawy i wyjątkowo szpetny, od dziecka wiedział, że nie ma co liczyć na zachwyt płci przeciwnej ani w Japonii, ani za granicą. Jednak Renée towarzyszyła mu na paryskich wystawach i koncertach, zapraszała go do domu, gdzie dyskutowali o życiu, malarstwie ulubionych przez oboje impresjonistów i literaturze. Pisał do niej listy miłosne. Nadskakiwał. Być może Renée ujęła jego inteligencja; tak twierdzi sam Sagawa. Być może w sposób charakterystyczny dla pięknych kobiet czerpała satysfakcję z litowania się nad kimś zadurzonym w niej i pozbawionym szans na wzajemność. A może zaintrygowała ją inność Sagawy i egzotyczna kultura, z której przybywał, ze swoim apetytem na białe kobiety i poezję.

Dała się zabrać na tańce. Jej fizyczna bliskość sprawiała, że Sagawa nie mógł już myśleć o niczym innym. Spróbować jej ciała, poznać jego smak. Coraz głębiej pogrążał się w kanibalistycznych fantazjach. Zjedzenie jej ciała jawiło mu się nie tylko jako najwyższa rozkosz seksualna. Pożarte piękno należałoby wówczas do niego, stało się jego częścią. Nie byłby już wyśmiewanym najmniejszym i najbrzydszym chłopcem w klasie. Miałby w sobie siłę i urodę pięknej Renée, w jakiejś części stałby się nią.

Kobieta przyjęła zaproszenie do mieszkania Sagawy, gdzie na jego prośbę czytała mu niemiecką poezję. Po tej pierwszej wizycie długo lizał fotel, na którym siedziała. Wkrótce zaprosił ją na kolację i wyraził pragnienie nagrania jej głosu.

Renée odwiedziła go po raz kolejny 11 czerwca 1981 roku. Poprosił, żeby usiadła w fotelu i przeczytała mu utwór "Abend" Johannesa Beckera; włączył magnetofon. Zaszedł Renée od tyłu, wyjął przygotowany pistolet i strzelił jej w kark. Upadła na ziemię martwa.

Sagawę zdziwiła cisza, która nagle zapadła w jego mieszkaniu. Głos Renée Hartevelt umilkł i 25-letnia studentka znikła z tej historii, która odtąd będzie już tylko opowieścią o japońskim kanibalu i jej martwym ciele.

Bez kary

Sagawa szybko przestał wycierać krew, która płynęła z rany w szyi Renée i zastygała na podłodze. Ciało kobiety, którą pragnął zjeść, należało do niego. Przez kilkadziesiąt kolejnych godzin w paryskim mieszkaniu Japończyka rozgrywała się kanibalistyczna orgia. Smak mięsa z jej pośladka przypominał mu surowego tuńczyka, jakiego jada się w restauracjach serwujących sushi. Potem było już tylko coraz straszniej.

Sagawa włączył magnetofon, by słyszeć głos Renée. Mówił do niej. I jadł. Na surowo, gotowane, smażone. Z musztardą i bez. Próbował różnych części ciała. Smakował. Robił zdjęcia zwłok i uprawiał z nimi seks. Używając elektrycznego noża pokawałkował najbardziej smakujące mu części i włożył do lodówki na potem. Między innymi usta Renée. Zmęczony zasnął w towarzystwie zwłok na swoim łóżku. Na tym poprzestańmy.

Resztę tego, co zostało z Renée, pokroił w wannie. Nocą następnego dnia Sagawa spakował do dwóch walizek kupionych specjalnie w tym celu i wezwał taksówkę. Pojechał do Lasku Bulońskiego z zamiarem wrzucenia zwłok do stawu. Taszczący dwie walizy mężczyzna zaczął przyciągać uwagę spóźnionych przechodniów. Sagawa spanikował. Porzucił szczątki Renée i uciekł. Zawartością waliz zainteresowała się para obserwująca dziwne zachowanie Japończyka. Wkrótce policja była na jego tropie.

Zanim wszystko wyszło na jaw, kanibal miał jeszcze parę chwil wolności w swoim przytulnym paryskim mieszkaniu w pobliżu Lasku Bulońskiego. Spędził je, zjadając zapasy z lodówki, które w miarę upływu czasu smakowały mu coraz bardziej. Doszedł do wniosku, że najsmaczniejsze są uda i pośladki Renée.

Gdy funkcjonariusze przybyli z nakazem przeszukania, Sagawa nie próbował uciec. Nie wypierał się niczego. Tak jakby od początku chciał zostać złapany. Z ochotą i dbałością o szczegóły opowiedział o kanibalistycznej orgii. Francuski sędzia Jean-Louis Bruguie`res po długim namyśle orzekł, że Japończyk jest niepoczytalny, i nie postawiono go przed sądem.

Skazany został na zamknięcie w zakładzie psychiatrycznym w okolicach Paryża na czas nieokreślony.

Wszyscy badający Sagawę psychiatrzy podzielali opinię, że nie uda się go wyleczyć. Czas izolacji we francuskim szpitalu spędzał na studiowaniu książek na temat kanibalizmu i pisaniu własnej. Korespondował z japońskimi pisarzami i intelektualistami, między innymi z Juro Karą, barwną postacią japońskiej bohemy. W 1984 roku ojciec Isseia, Akira Sagawa, zdobył zgodę na ekstradycję syna do Japonii.

Powitał go tłum reporterów. W błysku fleszów widać niewielkiego mężczyznę o małych dłoniach i jakby zatartej twarzy. Sagawa trafił do kliniki psychiatrycznej Matsuzawa w Tokio. Japońscy psychiatrzy uznali, że można go postawić przed sądem. Strona francuska nie wyraziła jednak zgody na dostarczenie Japończykom potrzebnej do procesu dokumentacji.

Do końca nie wiadomo, jak to się stało, ale po 15 miesiącach, 12 sierpnia 1986 roku, kanibal Issei Sagawa był wolnym człowiekiem. Dostał nawet paszport.

Kanibal w świetle jupiterów

Sagawa nie zaszył się na prowincji. Nie wyjechał za granicę, by zatrzeć za sobą ślady, choć lubi sobie wyskoczyć na wakacje. Zmienił wprawdzie nazwisko, ale nikt nie mówi na niego Shin Nakamoto i wcale nie zależy mu na anonimowości. Okazało się, że wielu ludzi chce słuchać jego historii, a on ma niesłychanie silne pragnienie, by ją opowiadać mediom. Wywiady, udział w rozrywkowych programach telewizyjnych, wyrażanie opinii na temat innych kanibali lokalnych i zagranicznych - to nie wystarczało Sagawie.

Zagrał w paru filmach pornograficznych i napisał kilka powieści. Dziełko "We mgle" (1983), napisane we francuskim szpitalu i przedstawiające szczegóły zbrodni, jakiej dokonał w Paryżu, sprzedało się w 200 tysiącach egzemplarzy. Powtarza w wywiadach, że publiczność uczyniła z niego "ojca chrzestnego kanibalizmu", i wygląda na zadowolonego z poświęcanej mu uwagi. Mówi delikatnym, wątłym głosem i opowiada o swojej kanibalistycznej pasji tak, jakby mówił o hodowli drzewek bonsai albo ceremonii herbacianej. W jednym z materiałów filmowych, reportażu CBS zatytułowanym "Predators in Tokyo", pokazuje dziennikarce wnętrze swojego domu, ścianę wylepioną zdjęciami kobiet i z melancholijnym uśmiechem oznajmia, że jest szalony. Trudno zaprzeczyć. Kamera towarzyszy mu, gdy udaje się do jednego z nocnych klubów, w którym pracują blond cudzoziemki. "Jestem James Bond", przedstawia się kanibal Sagawa dziewczynom, które niczego nieświadome dają mu na koniec wieczoru swoje prywatne telefony. Sagawa chętnie użala się nad sobą. Od dziecka był taki brzydki i chorowity. Miał nóżki cienkie jak ołówki, opowiada w wywiadzie dla kontrowersyjnego czasopisma "Vice".

Kolejny wywiad? Proszę bardzo. Chętnie opowie o tym, jak jeszcze w szkole podstawowej odkrył w sobie seksualne pragnienie zjedzenia białej kobiety. Do końca liceum fantazjował, że jest to Grace Kelly.

Własna strona internetowa? Chętnie. To dobra okazja, by podyskutować z fanami na temat różnych rodzajów kanibalizmu i przypomnieć kilka szczegółów paryskiej uczty.

Zdjęcie na okładkę magazynu kulinarnego? Dlaczego nie. Issei Sagawa odkrył w sobie ogromne pokłady kreatywności.

Nie tylko pisze powieści i felietony do tabloidów, również maluje. Na jego obrazach ukazane są białe, pełne ciała kobiet, głównie ich pośladki. Lubi też autoportrety. Te bohomazy cieszą się wzięciem. Znajduje jakimś cudem modelki chętne, by mu pozować.

Sagawa-san ma co rusz nowe pomysły. Na przykład dlaczegóż by nie miał stworzyć komiksu opartego na swoim "paryskim incydencie", jak nazywa zamordowanie Renée Hartevelt.

Sagawa nie wyraża skruchy. Uczucie najbliższe temu pojawia się, gdy mówi, że zaraz po oddaniu strzału do Renée pomyślał o wezwaniu karetki. Uświadomił sobie, że stracił przyjaciółkę. Zaraz potem Sagawa kanibal wygrał. "Nie bądź głupi - powiedział sobie - marzyłeś o tym przez 32 lata i to marzenie właśnie się spełniło".

Dziś twierdzi, że "paryski incydent" wyleczył go z przemocy. Nadal jednak marzy o jedzeniu pięknych kobiet. Na stare lata w fantazjach Sagawy pojawił się nowy motyw. Gdyby tak jakaś piękna biała kobieta zechciała zjeść jego - to byłaby cudowna śmierć.

Globalny apetyt na kanibala

Sagawa żyje na wolności, a media mają nieustanny apetyt na jego historię. Kanibal Sagawa zainspirował artystów większego i mniejszego formatu w Japonii i za jej granicami. Stonesi poświęcili mu utwór "To much blood". Japoński dramatopisarz Juro Kara opublikował "Listy od Sagawy" (1982). Rok później przyznano mu za to dzieło prestiżową Nagrodę Akutagawy. "Listy od Sagawy", zainspirowane "paryskim incydentem" i autentyczną wymianą listów z mordercą kanibalem, to pełna makabrycznego humoru postmodernistyczna opowieść o tożsamości i inności, Wschodzie i Zachodzie. Narrator cierpi na to, co japoński psychiatra Hiroaki Ota nazwał niedawno "syndromem paryskim".

"Syndrom paryski" to przypadłość, która dotyka niektórych podróżujących Japończyków. Charakteryzuje ją poczucie wyobcowania, nieadekwatności, niezrozumienia i bycia niezrozumianym prowadzące do depresji, rozczarowania, nawet psychozy. Kanibal Sagawa nie był jedynym Japończykiem, którego dotknął "paryski syndrom". Odrzuceni, nieatrakcyjni i śmieszni czuli się w europejskich stolicach ludzie o wiele bardziej wybitni i pozbawieni kanibalistycznych skłonności, jak pisarz Natsume Soseki. Być może gdyby Sagawa nie trafił do Paryża, nigdy nie zrealizowałby swojej kanibalistycznej fantazji i pozostał smutnym zboczeńcem marzącym o pośladkach Grace Kelly. Bycie tam, wśród egzotycznych dla niego paryżan i paryżanek, przepełniło czarę goryczy i szaleństwa. Jego inność stała się jeszcze dotkliwsza i czuł się jak ucieleśnienie śmiesznego Japończyka z rasistowskich dowcipów.

Źródeł "paryskiego syndromu" należy szukać w patologicznej, opartej na rasowych stereotypach relacji Wschodu i Zachodu. Ta relacja jest przyczyną apetytu na kanibala i kariery Sagawy.

Gdyby Sagawa zabił i zjadł Japonkę, nie zostałby celebrytą. Kanibalistyczny morderca i gwałciciel czterech dziewczynek Tsutomo Miyazaki, pod wieloma względami psychicznie podobny do Sagawy, został skazany na karę śmierci, którą wykonano mimo wątpliwości, czy jest poczytalny. Jego ojciec odmówił pomocy synowi i ze wstydu popełnił samobójstwo. Tak się normalnie załatwia sprawy po japońsku.

Fakt, iż Issei Sagawa jest celebrytą, a nie więźniem czy pacjentem oddziału zamkniętego, to jedno z kilku spektakularnych potknięć systemu sprawiedliwości w kraju szczycącym się skąd-inąd jednym z najniższych współczynników przestępczości. Wielu Japończyków i cudzoziemców oburzyła łagodność wymiaru sprawiedliwości wobec gwałciciela i mordercy Jojiego Obary, który doprowadził do śmierci dwóch młodych kobiet pracujących jako hostessy - Australijki Carity Ridgeway w 1992 i Brytyjki Lucie Blackman w 2000 roku. Zastanawia tajemnicze zniknięcie młodzieńca imieniem Tatsuya Ichihashi, który w 2007 roku wymknął się kilku policjantom, zostawiwszy na balkonie swojego mieszkania zmasakrowane zwłoki Lindsay Hawker, nauczycielki angielskiego. Japońscy badacze kultury mówią przy tej okazji o groźnej formie nacjonalizmu i rasizmu, która polega na poczuciu braku ciągłości między Japończykiem a Innym. Sagawa wyraża to dosadniej w wywiadzie dla "Observera". Mówi, że Japonki nie pociągają go seksualnie. Japonka jest dla niego jak siostra. Bliższa relacja z nią byłaby kazirodztwem. Egzotyzacja inności, jakiej dokonuje Sagawa, to podobnie jak kanibalizm nie tylko japońska specjalność i działa w dwie strony. Dla Sagaway inność absolutną symbolizuje biała kobieta, dla zachodnich mediów Sagawa z kolei stał się ucieleśnieniem dziwnego i strasznego Azjaty. Opowieść o Sagawie w zachodnich mediach szybko bowiem przekształciła się w historię, w której główną rolę odgrywa rasa.

Issei Sagawa stał się przykładem "japońskiego mężczyzny", dziwnego, niebezpiecznego, nieobliczalnego, a nie patologicznym wyjątkiem, którym jest w istocie. Apetyt na kanibala rośnie. Taki jest dziwny, straszny, dziki! We wspomnianym dokumencie CBS "Predators in Tokyo", który poświęcony był historii Lucie Blackman, przewodnikiem po nocnych klubach jest Sagawa. "To przerażające - komentuje głos reportera - ale nie jest on osamotniony. Tej nocy inni prześladowcy ruszą na poszukiwanie młodych Australijek". Gdyby w tej historii o kanibalu udało się uporać z problemem zdemonizowanej rasy, pozostałoby nam jeszcze jedno równie poważne wyzwanie. Apetyt naszej globalnej kultury na seksualne kobiece ciało jako obiekt do skonsumowania. A wtedy trzeba by jeszcze raz i zupełnie inaczej opowiedzieć historię ofiary Sagawy, młodej kobiety imieniem Renée, o której nikt nie pamięta.

Źródło: Duży Format

22-06-2009

Polka zabiła się w amerykańskim areszcie

31-letnia Polka trafiła do aresztu w czwartek nad ranem. Z policyjnych zapisków wynika, że zatrzymano ją w Orange Beach nad Zatoką Meksykańską o godz. 4.27 nad ranem. Pokłóciła się na ulicy ze znajomym. Była pijana.

W areszcie zrobiono jej zdjęcia do kartoteki, wydano więzienne ubranie i o godz. 4.55 odprowadzono do celi. 23 minuty później policjant poszedł sprawdzić, co się z nią dzieje. W celi zobaczył, że Romanowska-Watts powiesiła się na więziennej koszuli. Zrobiła to na siedząco, na piętrowym łóżku. Według policyjnego raportu wisiała niecałe 10 centymetrów nad materacem.

Policjanci próbowali ją reanimować, ale bez skutku. Wstępne dochodzenie wykazało, że Polka popełniła samobójstwo. Po stronie policji nie było żadnych błędów.

31-letnia Monika Romanowska-Watts była początkującą projektantką ubrań. W USA mieszkała od wielu lat. W 2002 roku rozwiodła się z mężem Polakiem i rok później wyszła za Amerykanina.

03-01-2008

Billy Collins



Forgetfulness

The name of the author is the first to go
followed obediently by the title, the plot,
the heartbreaking conclusion, the entire novel
which suddenly becomes one you have never read,
never even heard of,

as if, one by one, the memories you used to harbor
decided to retire to the southern hemisphere of the brain,
to a little fishing village where there are no phones.

Long ago you kissed the names of the nine Muses goodbye
and watched the quadratic equation pack its bag,
and even now as you memorize the order of the planets,

something else is slipping away, a state flower perhaps,
the address of an uncle, the capital of Paraguay.

Whatever it is you are struggling to remember,
it is not poised on the tip of your tongue,
not even lurking in some obscure corner of your spleen.

It has floated away down a dark mythological river
whose name begins with an L as far as you can recall,
well on your own way to oblivion where you will join those
who have even forgotten how to swim and how to ride a bicycle.

No wonder you rise in the middle of the night
to look up the date of a famous battle in a book on war.
No wonder the moon in the window seems to have drifted
out of a love poem that you used to know by heart.